Nowość

Sobota, 17.09.2005

Usłyszałam głos świętej Teresy z Awili:

"W ogrodzie Pana stoi posępne drzewo figowe. Ogrodnik pielęgnuje je, bo ziemia, w której tkwi, jest dobra. Ogrodnik czeka więc na zbiór owoców. Kiedy czas ten nadchodzi, widzi, że drzewo wydało owoce niezdrowe, suche. Wnioskując, że drzewo pozostanie bez dobrych owoców, gdyż samo jest prawie bez życia, ogrodnik ścina je, a korzenie jego wyrywa z ziemi, On uprawia tę dobrą ziemię i sadzi w niej młode drzewko figowe, mówi nad nim słowa błogosławieństwa i zezwala mu rosnąć. Drzewko rośnie pod jego pieczą, dojrzewa i przynosi na żniwa piękne owoce.

Pomyśł, moja przyjaćiółko, że młode drzewko nie może dojrzewać obok starego, posępnego drzewa. Stare, niekorzystne drzewo z suchymi owocami zabrało by młodemu z gleby siły i światło z nieba. Jedno przy drugim nie może więc trwać.

Stare drzewo samo nie wytnie się, a młode się samo nie zasadzi. Nawet ziemia się sama nie uprawi...

Wielu zapomina, że jest to zadaniem ogrodnika, który uprawia ogród Pana.

Pan ciebie pobłogosławił, a Matkę swoją wysłał do ludzi. Módl się i wołaj wciąż!

Patrz na Pana naszego, a nie na zeschnięte owoce posępnego drzewa. Pomyśl, źe Pan i to drzewo do czasu żniw pielęgnował. Ale co zostaje bez plonu, Pan zarzuca, żeby błogosławione młode drzewo nie miało przeszkód w przynoszeniu obfitego owocu.”

Święta Teresa modliła się ze mną:

Panie, bądź mi błogosławieństwem.
Pozwól mi wzrastać w Tobie.
Bądź mi glebą i wodą moją,
moim światłem.

Chcę być drzewem Twoim,
darzyć Cię błogosławionym owocem.
Panie, bądź mi błogosławieństwem,
schronieniem przed każdą burzą
i każdym niebezpieczeństwem.

Ty, Panie, jesteś Ogrodnikiem,
który, zasadza , który, dba o mnie, mnie pielęgnuje.
Daję Ci moje życie.
Zabierz je dla siebie,
abym mogła wzrastać w Tobie."

Sievernich, 01.10.2005

Słyszałam głos świętej Teresy z Avili:

"Wypuszczaj z rąk swoich
i wkładaj wszystko do rąk Boga.
Nie trwóż się, zaufaj Mu,
który bezpiecznie cię niesie w ręku Swoim,
obejmując cię
miłością.

Zaufaj tylko Jemu.
Nie broń mówić ludziom,
którzy sami na siebie wyrok wydają.

Wyznanie , odwagę, pokorę nieś w sobie.
Niech przeszłość dojrzewa jak owoc.
Dobro dostrzegaj, by w nim wzrastać,
zło doświadczaj, by przez nie dojrzeć.

Życie jest jak szkoła boża,
która zawiera miłość i cierpienie:
To jest odwaga pójścia drogą Pana.

Odważ się i nie miej trwogi.
Jak niemądrze było by, nie wybrać tej drogi...

Światło świata jest przemijające,
jest tylko słabym odbiciem światła wiecznego,
Boga Samego.

Otwórz oczy, uszy, serce swoje
i przypatrz się swojemu dniu codziennemu.
Ty widzisz dobrze, bo tam czeka na ciebie
nasz Pan, by iść razem z tobą do Ojca.

Schronieni na wieczność w rękach Jego -
ci, co byli, są i będą.
Nikt cię nie pocieszy tak,
nikt cię nie podniesie i wesprze , jak Pan nasz.

Sievernich, 03.10.2005 godz.17, 26

Uczułam silne ciepło i zobaczyłam jasne, owalne światło Matki Bożej. W środku światła widziałam coś jak niezliczone małe błyszczące cząstki złota. Niepokalana wyszła z tego owalnego światła. Była ubrana na biało. Na głowie miała złotą koronę. W rękach trzymała różaniec z białych róż. Miała na ręce zarzucony szkaplerz z Góry Karmel.

Matka Boża stała bosa na kuli ziemskiej. Obydwie nogi miała na ziemi niemieckiej. U Jej stóp ułożyły się w półkolu trzy róże. W środku czerwona, po lewej stronie złota, po prawej, (patrząc z mojego punktu widzenia) biała.

Uśmiechała i przybliżała się do mnie.

Pobłogosławiła nas: "W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego."

Mówiła:

"Kochane dzieci, jak bardzo cieszy mnie wasza modlitwa. Jak wiele słów już do was mówiłam! Jak często was odwiedzałam! Teraz jest czas, by słowo nie tylko było mówione, ale wprowadzone w życie. Życzę sobie, by każdy z was został prawdziwym świadkiem mojego Syna Jezusa Chrystusa.

Podaję wam rekę moją. Chcę was prowadzić do mojego ukochanego Syna Jezusa. Módlcie się za wszystkie narody, bo nie chcę, by dzieci moje poszły na zgubę.

Mój boski Syn kocha was tak bardzo!"

Najświętsza Panna udała się przed kościół i błogosławiła nas ponownie. Po jakimś czasie wróciła do nas, rozchyliła płaszcz swój, pod którym wszyscy byliśmy schronieni.

Nagle zobaczyłam u Jej stóp dalsze światło, mniejsze. Wyłonił się z niego brodaty zakonnik w jasnym habicie z kapturem. Ręce miał złożone i wzniesione do modlitwy. Rozwarł je i widziałam w nich medalik z krzyżem. Na moje pytanie kim jest, przedstawił się jako Benedykt z Nursii.

Modlił się z nami.

Niepokalana prosiła nas, by razem z Nią odmówić Magnifikat:

"Wielbij duszo moja Pana"...

Po zakończeniu tej modlitwy mówiła:

"Moje dziecko, błogosław swoich prześladowców, unikaj złego, ja będę z tobą.

Dzisiaj chcę się pożegnać z wami. Będę w tym miejscu zawsze przy was. Powiedziałam wam wszystko. Żyjcie Ewangelię i myślcie o moich słowach. Mój ukochany Syn Jezus wysłał mnie do was, abyście zostali żywymi świadkami Jego Miłości. Módlcie się, kochajcie i czyńcie to, co mój Syn Jezus wam mówi, bo to Słowo jest wieczne i żywe. Niech żyje w waszych sercach.

Chętnie chcę zobaczyć was w niebie."

Matka Boża pobłogosławiła nas wszystkich poraz ostatni. Przez błogosławieństwo Niepokalanej mieli wszyscy modlący się mały świetlny krzyżyk na czole. Podała mi szkaplerz z Góry Karmel, bym mogła go dotknąć.

Najświętsza Panna Maryja zabrała w sercu swoim wszystkie nasze prośby, o czym mnie zapewniła. Potem uniosła się uśmiechnięta i odwrócona do nas i w świetłe i znikła tak samo jak i zakonnik Benedykt.